[KRAKON 2003]  [WARSZAWA 22 III 2003] [PYRKON 2003] [TELEPORT 2003]


KRAKON 30 I - 2 II 2003r.

Dotarliśmy do kultowego Krakowa... Od lewej: Sebastian, Puenta, Nivelis, Warzecha, Callista, G.I.Jane, Arcmage

Inne ujęcie naszej ekipy :P Od lewej: Puenta, Wicher, Warzecha, Callista, Sebastian, Arcmage, G.I.Jane.

Kultowe knajpy - obowiązkowe miejsce do zwiedzenia :P Od lewej: Warzecha, G.I.Jane, Wicher, Callista, Zachar, Słodziutki

Kolejna z kultowych knajp, tym razem C.K.Browary

Na terenie konwentu w obowiązkowym prawym górnym rogu sali ulokowała się nasza ekipa ze znajomymi.

Konwentowe życie...

Czasem się spało, głównie za dnia.

Mroczny Avatar śpi nago jak zawsze...

Podejrzany porządek :P Od lewej: Razan, Warzecha(w tle), Wicher, Puenta, Zachar, Callista, na drugim planie - Nivelis i Słodziutki.

Zdjęcie Arcmage z zaskoczenia... Nivelis zniesmaczony czy zdziwiony?

Kolejni padnięci, Razan walczy o sen pod śpiworem...

Sesja śpiących na konwencie zrobiona przez Arcmage - ciąg dalszy :D

Czasem się odżywialiśmy, głównie w barach mlecznych...

LARP 12 Srebrników by Imprimatum LARP Team - uczestnicy

LARP 12 Srebrników - Puenta i Słodziutki w akcji

LARP 12 Srebrników by Imprimatum LARP Team - uczestnicy

LARP 12 Srebrników - tak to wyglądało bez flash'a

LARP 12 Srebrników

LARP 12 Srebrników

LARP 12 Srebrników

Nivelis przygotowuje się do prelekcji.

To już za chwilę - pierwsza oficjalna prelekcja Dragonlance-pl prowadzona przez Arcmage i Nivelisa

Prelekcja 'Dragonlance - obraz świata' - Nivelis i Arcmage w akcji

Prelekcja 'Dragonlance - obraz świata' - Nivelis i Arcmage w akcji

Prelekcja 'Dragonlance - obraz świata' - wierne grono słuchaczy

Prelekcja 'Dragonlance - obraz świata' - Nivelis i Arcmage w akcji

Pierwszy LARP zorganizowany przez Dragonlance-pl, przygotowany i prowadzony przez Arcmage, Nivelisa i Razana. Na zdjęciu - uczestnicy

LARP Dragonlance - głównym wątkiem były zaręczyny jedynej córki zmarłego, bogatego i wpływowego rycerza solamnijskiego. Rozpoczął się częścią dworską - oficjalną, w tym przedstawieniem kandydatów do ręki...

LARP Dragonlance - kandydatów było 3, każdy miał szansę, podczas uroczystości postanowiono zorganizować konkury

LARP Dragonlance - goście na dworze stanowili śmietankę Solamnii i okolic . Przybyli wpływowi przedstawiciele różnych ras.

LARP Dragonlance - kulisami podniosłej dworskiej uroczystości były przeróżne intrygi, spiski, tajemne spotkania, pakty i inne niecodzienne akcje...

LARP Dragonlance - jedna z konkurencji w których mieli wykazać się kandydaci na rękę

LARP Dragonlance - herold miał mnóstwo roboty

LARP Dragonlance - kandydaci wykazali się wysoką sprawnością, rywalizacja była zacięta

LARP Dragonlance - na dworze pojawił się nawet kender i mag czarnych szat

LARP Dragonlance - trójka potężnych magów wykorzystała uroczystość do tajemnego spotkania i knucia przeróżnych intryg.

LARP Dragonlance - kapłan Paladine w podejrzanej rozmowie z arcymagiem

LARP Dragonlance - arcymagini prezentuje wieczorną kreację

LARP Dragonlance - tłum gości, gwar rozmów, potajemne szepty, nieśmiałe wiwaty, trzask ognia i muzyka w tle...

LARP Dragonlance - kender z pięknymi damami dworu

LARP Dragonlance - gnom przekonujący do inwestycji w nowe rozwiązania techniczne

LARP Dragonlance 2 - drugi z zorganizowanych LARP-ów. Bezpośrednia kontynuacja poprzedniego, tym razem pełna interakcja - maksymalne odegranie uczty jaką wystawiono na cześć zaręczyn

LARP Dragonlance 'Uczta' - atmosfera była niesamowita. Zabawa, śpiewy, tańce, śmiech i toasty! Takiej uczty dawno nie widziano!

LARP Dragonlance 2 'Uczta' - do białego świtu ucztowania nie było końca. Nad ranem najwytrwalsi pozostali i zrobili 3 LARP-a 'Świt'. Ale to już inna historia...

Ekipa tuż przed wyjazdem...Od lewej /klęczą: Zachar, Wicher, Callista, G.I.Jane, Warzecha. /stoją: Sebastian, Arcmage, Razan, Puenta, Nivelis

W pociągu dobre humory nadal się nas trzymały.

Wkrótce jednak ogromne zmęczenie wzięło górę :(

"Taki dziwny półprzytomny tekst, szumnie zwany relacją"

30 styczeń Anno Domini 2003, czwartek, Dzień Pierwszy.

Krakon zaczął się dla mnie dość stresująco. Nie zdążę z tym larpem! Avatar dzielnie dodrukowywał resztę kart postaci, podczas gdy ja popędziłam słynnym krakowskim nadziemnym metrem nr 24 na spotkanie ekipy warszawskiej.
Ekipa oczywiście znalazła się w umówionym miejscu wsześniej, niż niżej podpisana :-/ po dotarciu na jedno ze standardowych miejsc spotkań zostałam gorąco, uściskowo i rycersko powitana przez przedstawicielstwo Bractwa, pozostające pod przywództwem niezwykle kompetentnego arcymaga Nivelisa :]. Oni umieją się witać :]
Wyruszyliśmy więc zwartą grupą na miejsce konwentu, mianowicie na ulicę Kijowską 7.
Niżej podpisana miała oczywiście pecha od początku, tak więc zamiast słusznie się należącego identyfikatora głoszącego 'tfurca programu' została jeno uczestnikiem...Niv, nie bądź złośliwy :-/
Sala, w której się zadekowaliśmy została już wcześniej zajęta przez dość różnorodne towarzystwo...tak więc na drzwiach można było przyuważyć zarówno znak bliżej mi nieznanego towarzystwa antycamarillowewgo, jak i oficjalną listę 'istot' z listy dragonlance-pl, listę bractwową, oraz własnoręcznie przeze mnie wykonaną informację, że sala została poświęcona świętej pamięci Akashiroto...Całość sprowadzała się do tego, że sala była jedną z najbardziej zatłoczonych, na szczęscie równocześnie najbardziej klimatycznych :]
W tym momencie Krakon zaczął się oficjalnie. Oczywiście uczciliśmy tę okazję wyprawą w głąb Krakowa, zwiedzając rozmaite ciekawe obiekty, od wszelkich możliwych kościołów, poprzez Sukiennice, kończąc wreszcie w C.K. Browarze, gdzie żywot swój zakończyły dwie 'rury'...
Po powrocie z tego niewątpliwie interesującego miejsca niżej podpisana rozpoczęła łapankę do magowego larpa, kórego miała prowadzić o godzinie 22. Pora ta była bardzo nieszczęśliwa ze względu na równolegle się odbywający pokaz 'Dwóch Wież'.
Kwestię filmu może omówię kiedyś oddzielnie...sądzę, że moje kiepskie możliwośąci reporterskie nie są w stanie oddać wrażenia, jakie na mnie wywarł
Tak więc gracze i MGowie zgodnie zadecydowali, że larpa można przełozyć na godzinę późniejszą...co zaowocowało mrocznogotyckim larpem rozgrywającym się w godzinach 3-7ma rano :]
W tym momencie relatywnie skończył się dla mnie czwartek, gdyż mocno zmęczona ległam wśród innych wykończonych erpegowców.

31 styczeń Anno Domini 2003, piątek, Dzień Drugi.

Dzień zaczął się dla mnie dość wcześnie, jak na konwent, a mianowicie o 9tej rano. Dwie godziny wcześniej, niż miałam zostać obudzona dowolnymi metodami przez pewnego arcymaga, a faktycznie skończyło się na zbiorowym budzeniu tego ostatniego :]
Tego dnia miałam okazję wysłuchania w miłym towarzystwie kilku interesujących prelekcji. Dowiedziałam się, co dzieje się z człowiekiem znajdującym się w przestrzeni kosmicznej, jak z mowy ciała odczytać, że nudzę rozmówcę, oraz, że jak chodzi o kwestie erpegowe, reprezentuję męski punkt widzenia :-/
W tym momencie przyznaję sie, ze pamięć mnie zawodzi, ale czuję sie usprawiedliwiona: niedziela, po Krakonie, a ja ciągle na nogach i piszę :]
Ale ad rem. Zgodnie z programem powstaje mi kilkugodzinna luka pomiędzy ciągiem prelekcjowym a momentem, kiedy ja, niżej podpisana i szlachetny arcymag Nivelis zorientowalismy się, ze o godzinie 20 mamy prelekcję...po szybkiej naradzie, wskoczeniu w odpowiednie kostiumy i pokrzepieniu ciał pewnymi płynami stawilismy się w sali, aby dać się pożreć tremie...jakości naszego wystąpienia nie będę oceniać Po fakcie nadszedł czas rozdawania ról do larpa. Ja natomiast pozbierałam drużynę, kości, dobrą wolę i inne rzeczy nieodzowne dla MG i udałam się do sali gimnastycznej w celu uprzykrzania graczom życia. Próby zmniejszenia populacji obieżyświatów zmęczyły mnie do tego stopnia, ze około godziny 4tej udałam się na zasłuzony miszczowski spoczynek.

1 luty Anno Domini 2003, sobota, Dzień Trzeci.

Znów nie pamiętam, czym zajmowałam się, zanim wyruszyłam odeskortować szanowną wycieczkę do Centrum Sztuki Japonskiej Manggha. W drodze powrotnej odwiedzilismy pizzerię, w której pokrzepiliśmy sie 'mackami' i innymi pysznościami, a ja w całym swym geniuszu próbowałam podpalić się za pomocą świeczki :-/ Trafiliśmy rownież na Wawel, niestety, nie było dane nam wejść ze względu na późną porę...wróciliśmy więc do budynku konwentu. Niedługo potem rozpoczęły się konkretne przygotowania do larpa, MGowie dawali z siebie wszystko, w przyspieszonym tempie uświadamiając tych gorzej zorientowanych, gdzie Silvanesti a gdzie Qualinesti, produkując dodatkowe role dla licznych chętnych i przekonując wahajacych się o wyższosci Dragonlance nad Dzikimi Polami. Nie mając wiele do roboty, podjęłam wyzwanie, wyciągajac z sakwy magiczne pergaminy Magic: the Gathering i przystąpiłam do kilku pojedynków, w których osiągnęłam zupełnie niezłe wyniki Na czas krótki przed rozpoczęciem LARPowego gwoździa programu okupowałam skutecznie toaletę, usilując wcisnąć się w suknię, odpowiednią dla statusu granej przeze mnie postaci, gdyż tym razem nie było mi dane byc sobą, wrednym i niefajnym renegatem... Przebiegu samego larpa opisywać nie bedę i nie mogę, z tej prostej przyczyny, ze sami prowadzący momentami gubili się w podłych intrygach graczy. Ze swej strony pochwalić się muszę, ze cel swój osiągnęłam, bawiąc sie przy tym znakomicie.
Tu nastąpiła bardziej żywa, a na pewno głośniejsza część larpa, wspomagana intensywnie ciałami płynnymi :] Jej przebieg umiliła nam wizyta naszych ulubionych nazguli, aczkolwiek tym razem obyło się bez ofiar w ludziach i innych istotach. Okolo 7mej rano większosc uczestników, a także pisząca te słowa, wyczerpanych rozmaitymi atrakcjami zawokła się, bądź została zawleczona do sali sypialnej i tam legła zasłużenie.

2 luty Anno Domini 2003, niedziela, Dzień Czwarty i Ostatni.

Ostatni dzień konwentu zawsze tonie w swojskich stertach śmieci, a uczestnicy niewiele różnią się od z takim upodobaniem odgrywanych nieumarłych :] Tym razem nie było inaczej. Większość czasu spędziliśmy na w różnym stopniu udanych próbach budzenia siebie i innych i zupełnie czasem nieudanych - znalezienia w czterodniowym bałaganie swoich rzeczy, jak również tego bałaganu posprzątania. Teren konwentu opuściliśmy przed godziną piętnastą, znów wyruszając w Kraków w poszukiwaniu ciepłej strawy. Jako niemianowany przewodnik wycieczki odprowadziłam załogę do samego pociągu, gdzie znów padłam ofiarą okrutnych praktyk pożegnalnych. I na tym koniec...
Chociaż niezupełnie. Z powodu pozostawienia tam pewnej rzeczy przez pewnego mrocznego paladyna wróciłam do szkoły przy Kijowskiej 7...Co tu dużo mówić, niewiele jest rzeczy dobijających mnie w równym stopniu, jak opuszczony co dopiero budynek konwentu...zwłaszcza, kiedy przypominam sobie wędrówkę po pustych salach teraz, słuchając The Cry of Mankind...dzięki Nivelisie raz jeszcze za płytkę.

Tej relacji nie traktować zbyt serio, piszę ją w stanie czterodniowego niewyspania, a robię to tylko dlatego teraz, ze po przespaniu ośmiu godzin zapomnę wiekszość :] Mogę jeszcze dodać, że tegoroczny Krakon uważam za wyjątkowo udany. Z wielu powodów: zarówno pojawienia się najbardziej obecnie mnie interesującej tematyki, a mianowicie DragonLance, jak i niesamowitej ekipy, która się stawiła,a także mojego wkładu w program imprezy. Calość została oczywiście udokumentowana kompromitującym materiałem fotograficznym :] A teraz na Konkret marsz!!

21:57, 2 lutego Anno Domini 2003. Ankh-Morpork log-out. "


© Nivelis & Arcmage
2003

Skomentuj na forum