|
|
|
|
|
|
|
[ANGIELSKIE] [POLSKIE]
[RECENZJE] [KOLEJNOŚĆ CZYTANIA]
[CHRONOLOGIA] [AUTORZY]
[INNE]
|
: Smoki Upadłego Słońca
|
Książki polskie |
|
|

|
Tytuł:
Tytuł oryg:
Seria:
Autor:
Stron: |
Smoki Upadłego Słońca
Dragons of Fallen Sun
Wojna Dusz ('War of the Souls')
M. Weis, T. Hickman
|
Minęło 40 lat od
wojny z Chaosem... Jak to Raistlin powiedział : "Ta wojna się
skończyła, ale będą jeszcze inne... (...)". Miał rację.
Wynikiem tych wojen jest to, że Krynnem rządzi parę przerośniętych
smoków, Rycerze Solamnijscy oraz Rycerze Neraki (dawniej
Takhisis). Na świecie nie ma już dawnej magii ale jest nowa.
Niestety i ona zawodzi od pewnego czasu... Nie ma już bogów jednak
Goldmoon odkryła magiczną moc mająca, tak jak moc Mishakal, siłę
uzdrawiania. Wydawałoby się, że to już i tak dużo jak na jeden
świat. Niestety przez Krynn przechodzi straszliwa czarodziejska
burza, która zmienia wszystko. Na scenie pojawia się kapłanka
nowego, tajemniczego boga - Mina. W tym samym czasie, w odległym
Solace umiera Caramon i , uwaga, uwaga, pojawia się TAS! Jakim
cudem?? Ano okazuje się, że Tas dostał od Fizbana urządzonko do
podróży w czasie aby mógł pojawić się na pogrzebie Caramona. Tas
użył go właśnie wtedy gdy Ojciec Bogów miał go zgnieść...(wiem że
to trochę naciągane ale to nie ja tę książkę pisałem...) W każdym
razie Rycerz Solamnijski Gerard i Laura uzgadniają, że jedyną
osobą, któraz wie co z tym zrobić to Palin i że to do niego trzeba
to (urządzenie) dostarczyć. Problem polega na tym, że Palin jest w
Qualinesti gdzie kieruje ruchem oporu przeciwko Rycerzom Neraki...
Tak w skrócie rysuje się fabuła pierwszego tomu nowej trylogii
Dragonlance. Trylogia ta nazywa się "Wojna Dusz" a napisana
została przez Margaret Weis i Traycego Hickmana. Książka niezła
ale od tomu drugiego jednak gorsza... Ale nie wyprzedzajmy faktów.
W "Smokach upadłego słońca" mamy do czynienia z Krynnem zupełnie
nowym. Ze światem, w którym jedynymi bohaterami znanym nam z
pierwszego tomu Kronik są Laurana i Tas . Światem, w którym magia
jest namiastką dawnej magii (szczęście że tylko w pierwszym
tomie).Szczerze mówiąc po przeczytaniu tej powieści byłem odrobinę
przygnębiony. Ale tylko trochę, bo państwo Weis i Hickman nie
pozwolili mi być długo smutnym. Ta książka to wartka akcja, wielka
tajemnica, elfy, krasnoludy, trochę magii, podróże w czasie,
słowem to co miłośnicy sagi lubią najbardziej...
No a teraz ocena i spory kłopot, książka niezła ale do "Kuźni
Dusz', "Smoków Letniego Płomienia" czy "Smokom zagubionej gwiazdy"
jej daleko...
Paweł G.
Wspaniały
powrót!!!
Dragonlance, ogromna saga, świat, stworzony z ludzi obrazów znowu u nas. Tym razem Margaret Weis i Tracy Hickman powrócili do ukochanego przez wielu świata. Świata, w którym żyją smoki, elfy, krasnoludy ... szalone kendery o lepkich łapkach i krasnoludy żlebowe, z których najmądrzejsza Bupu umiała zliczyć do ... prawie trzech :) Jest to powrót przez wielu wyczekany i wyproszony. A, co poniektórzy nawet wypróbowali kilka zaklęć z zakresu nekromancji. Przede wszystkim jednak powrót bardzo dobry, porywający i wzruszający. I mimo kroczącej śmierci i nieszczęścia, to ten świat, do którego warto uciec. Zatopić się w magii, tajemnicach i zwykłym życiu. Niewymuszonym, ale dziwnie naturalnym. "Dziwnie" jak na książkę. To taka prawdziwa fantasy, bez wpływu "naszego" świata, hałasu i pędu. Zabawa w podglądanie tego, co dzieje się w głowach kilku szalonych ludzi. Zabawa przednia. W tej części powrócą starzy znajomi, ale też będziemy mogli pokochać, czy też znienawidzić nowych. Niektórzy zakończą swój żywot, a inni do niego powrócą. Śmiech i żarty będą mieszać się z bólem i krwią, miłość stanie na przeciwko nienawiści, a serce raz ugodzone strzałą amora, będzie wylewało krwawe łzy.
Marzena
Kowalska
|
|
: Smoki Zagubionej Gwiazdy
|
Książki polskie |
|
|

|
Tytuł:
Tytuł oryg:
Seria:
Autor:
Stron |
Smoki Zagubionej Gwiazdy
Dragons of a Lost Star
Wojna Dusz ('War of the Souls')
M. Weis, T. Hickman
|
Po zniszczeniu (nie
całkiem zamierzonym) urządzenia do podróży w czasie i ataku
smoczycy Beryl na Cytadelę Światła Palin i Tas postanawiają uciec
z Cytadeli. Po drodze jednak są zmuszeni do rozprawienia się z
skokowcami Beryl. Tu z pomocą przychodzi im magia zawarta w
szczątkach artefaktu. Jednak pomimo zażartej walki ich sytuacja
staje się niewesoła. W tym momencie w sukurs przychodzi im ....
Dalamar , który przenosi obydwu do Wieży Wielkiej Magii z
Palanthas, którajuż jednak od ponad 40 lat nie stoi w stolicy
Solamni. Tam Palin poznaje przyczyny kłopotów z magią...
W tym samym czasie w Qualinoście trwają przygotowania do ostacznej
rozprawy z wojskami smoczycy. Przygotowaniami tymi kieruje trójka
ludzi (no dobra! jeden człowiek i dwa elfy)- Gilthas, Laurana i
marszałek Medan.
W Silvanoscie natomiast Silvan otrzymuje fałszywy list od Alhany ,
a wliście tym pierścień, który postanawia podarować Minie.
Pierścień jest jednak zatruty i poduje śmierć (pozorną) Miny.
Silvan zostaje pojmany i oskarżony o zabójstwo. Na ceremonią
pogrzebową postanawia przybyć nawet przełożony Rycerzy Neraki -
Targonne....
Tak przedstawia się fabuła drugiego tomu trylogii " Wojny Dusz".
Tomu daleko lepszego niż tom pierwszy. Lepszy z kilku powodów. Jak
dla mnie najważniejsze jest stopniowe rozwiązywanie zagadek
(chociaż na trzeci tom zostało ich jeszcze trochę). Równie ważne
jest pojawienie się dawnych bogów - a właściwie jednego z nich...
No a oprócz tego są wielkie bitwy, walki, smoki oraz tryumfalny
powrót magii. Wreszcie też zrozumiałem skąd wziął się tytuł
trylogii...
"Smoki zagubionej gwiazdy" to naprawdę wspaniała książka, która
mieści się w czołówce mojego prywatnego rankingu
Paweł G.
Prawdziwe Dragonlance powraca. Bogowie odeszli, magia szwankuje, dawni bohaterowie umarli. Elfy, niegdyś tak zwiewne i długowieczne, chorują i umierają. Rycerze giną, wszystko się sypie. Na szczęście jest jeszcze Palin Majere i pewien kender Tas, który tak naprawdę jest tym samym kenderem, który jakiś czas temu zmarł, a nie jednym z młodzieniaszków, którzy przyjęły sobie jego chwalebne, zbieracze imię. Jest i Laurana, Dalamar i Alhana... ale przede wszystkim są młodzi. Jest Mina i Zagwozdek. Bo świat po odejściu bogów nadal istnieje. Nadal rodzą się i umierają... wszelkie istoty. Niestety ich świat znowu nawiedza wojna. Upada Silvanosti, smoki atakują Cytadelę Światła, Qualinosti szykuje się na śmierć. Wszystko dlatego, że dwie wielkie smoczyce: Malys i Beryl, postanowiły zawładnąć Ansalonem. Tylko dlaczego umarli zbierają się w Nightlund, i pragną magii? Kim jest Mina, ludzka kobieta i Jedyny Bóg, którego istnienia dowodzi? Czyżby była powierniczką Takhisis, czy też rzeczywiście kraina zyskała prawdziwego sprzymierzeńca? Czyżby uzdrawiani i nawracani przez nią ludzie, minotaury i elfy miały się stać nowym ludem. Zbawionymi? Czy tylko kolejnymi żołnierzami?
Problem jednak największy w tym, że Tas, powracając do świata żywych, naruszył cienką linię czasu. Świat się zmieni bardziej, jeżeli teraz on zginie, przestanie istnieć. Dlatego należy go jak najszybciej powierzyć ponownie historii. Jednak magiczny artefakt, dzięki któremu przybył, rozpadł się. A jego magia nęci najeźdźców. dodatkowo sam kender, cóż ... jest to osobnik z natury ruchliwy. Jak upilnować kendera? Na dodatek wysoce wielokrotnie niebezpiecznego, gdyż bardzo znudzonego.
To jest stara, dobra powieść, jakby nagle Weis i Hickman odzyskali oddech. Nagle poniosły ich te same skrzydła co kilka lat temu. Co prawda niektóre elementy, jak zaklinacz cieni, czy też zaniki magii, to stare i znane klimaty, a jednak duetowi udało się nadać im specyficzny wydźwięk. Jedyne co można zarzucić opowieści, to zbytnie nasycenie obrazami i opisami. Brakuje tej swobodnej rodzinności, wszystko stało się nad wyraz poważne. Niektóre postacie zrzuciły swoje pancerze i zespoliły się z innymi, niestety tracąc swą specyfikę. Jednak przede wszystkim brakowało mi kenderów i krasnoludów żlebowych. Osobliwości fascynujących i barwnych, które wprowadzały dziwaczną frywolność i wszechogarniającą je sympatię. Tęskni się też za specyfiką magii, przytłacza ciągła walka, bitwy, brakuje rozważań religijnych, czy też filozoficznych, a przede wszystkim zapachu pieczonych ziemniaków. Ale w końcu historia musi toczyć się dalej. I jeżeli tylko Tasslehoff będzie miał odpowiedni nastrój, by dokonać "Szlachetnego czynu", wszystko może się zmienić. Może Dragonlance uległo zwyczajnie tak popularnym ostatnio w fantasy batalistycznym wpływom, widocznym na przykład w "Czynach Paksenarrion"?
Marzena
Kowalska |
|
: Smoki Zaginionego Księżyca
|
Książki polskie |
|
|

|
Tytuł:
Tytuł oryg:
Seria:
Autor:
Stron: |
Smoki Zaginionego Księżyca
Dragons of a Vanished Moon
Wojna Dusz ('War of the Souls')
M. Weis, T. Hickman
|
Długo przyszło nam czekać na trzecią, a zarazem ostatnią księgę cyklu "Wojna Dusz".
Ale trzeba przyznać, iż było warto. Nie dość, iż otrzymujemy przygodę prawdziwie dopracowaną, to dodatkowo nie zamykającą się wyłącznie w ramach fantasy.
Jest tu zbyt wiele z dusz, by uznać je za zwyczajne historie zabarwione magią, i specyficznymi istotami. Zbyt wiele też i dlatego, iż powieść, którą trzymacie w rękach,
tudzież zastanawiacie się nad jej kupnem, jest także rozprawą filozoficzną tyczącą się boga i boskości. Deifikacji człowieka i pragnienia, nieobcego nikomu, niezależnie
od tego czy jest się ogrem czy minotaurem, rycerzem solamnijskim, kapłanem, magiem czy też nawet kenderem (choć one czynią to raczej z wrodzonej uprzejmości)...
i chyba tylko krasnoludy żlebowe, pozostawią to milczeniu.
"Smoki Zaginionego Księżyca", to idealna kwintesencja tomu podsumowującego poprzednie, rozpoczętę historie. Dość powiedzieć, iż stworzył go najlepszy duet,
najlepiej znający świat Dragonlance, czyli Margaret Weis i Tracy Hickman.
A w świecie źle się dzieje. Bogowie odeszli, a on sam, przeniesiony został siłami Jedynego Boga, w nieznane dla nich miejsce. Władczyni elfów, Lauralanthalansa nie żyje.
Smoczyca Beryl oraz Cyan, a nawet Skie, dołączyli już dawno do świata umarłych. Gilthas syn Lauralanthalsy i Tanisa Półelfa, zbyt młody, niedoświadczony, jak mówi wielu,
musi teraz zadbać o tych, którzy pozostali. O elfów z Qualinostu i swą żonę, Lwicę. Musi przeprowadzić ich przez pustynię do Silvanostu, tam, gdzie zniknęła bariera,
a Alhana Starbreeze opłakuje syna. Syna - Króla, który zakochał się w Minie, kapłance Jedynego Boga i odszedł, zostawiając swój lud na pożarcie każdemu. Dalamar i Palin Majere, nie żyją.
Ale ich ciała nadal stąpają w szaleńczym pląsie śmierci po tej ziemi. Ich dusze więzi Jedyny Bóg, ale duchy, nadal trwają. I knują. Tylko czy razem?
Czy uda im się uciec mocy Miny, wyrwać się z jej armii dusz, oprzeć się sile jej hipnotyzujących bursztynowych oczu? Tak naprawdę do zabicia zostały tylko elfy, i smoczyca Malys.
Lecz o tym wiedzą i inni, jak na przykład smoki: Zwierciadło i Brzytwa. Wiedzą, iż to ostatnia rozgrywka, i jeżeli bogowie nie przybędą, będzie źle. Ale wtedy na arenę wkracza Raistlin, który ma plan.
I poparcie tych, którzy nigdy w niego nie wierzyli... A Mina, powoli zdobywa miejsca i ludzkie serca, ofiarując im cuda, których tak potrzebują.
Spotkamy w tej części zarazem starych, jak i nowych przyjaciół, Wędrowca, potomka Goldmoon, i nią samą, zatopioną w bursztynie; pojawi się lord Soth, a przede wszystkim ten,
od którego to wszystko się zaczęło - kender Tasslehoff Burfoot. Ale to jednak chyba nie on sprowadził na ten świat Takhisis. Sprawcą głównym i winowajcą jest/był Skie.
To on stał się jej sługą, i wskazał jej Krynn. Było tu wielu bogów, ale ona wiedziała, iż była najpotężniejsza. Ten świat, miał być jego, ale Takhisis nie powinno się wierzyć.
"Rumak" Kitiary zafascynował się ludźmi, ale było już za późno... Dla wielu. Dla jego wiary w boską pamięć, dla jego bogini, Kitiary uth Matar.
Wojna Chaosu w rzeczywistości otworzyła drzwi Jedynemu Bogu - Takhisis. A może to kender? Tego się nie dowiemy, nigdy nie można być czegokolwiek pewnym, jeżeli igra się z czasem.
A przyrząd do podróży w czasie znowu wariuje, mimo iż zreperował go Zgadywanka. To przynosi mu spotkanie z Humą, to znowu z Raistlinem?
Czy kender znajdzie się w końcu w odpowiednim czasie i miejscu, jednocześnie?
Fascynująca w całej trylogii, jest postać Miny. Niby Joanna D'Arc, bohaterka zdaje się zapominać o Jedynym Bogu, który ofiarował jej moc, i to ona sama, ciągnie za sobą tłumy.
Ona staje się boginią, a to nie spodoba się Takhisis.
Jaki będzie koniec tej historii? Prawdziwie fascynujący, miejscami co prawda oczywisty, ale przeważnie rozdzierający dusze tych, którzy pokochali bohaterów.
Pozostaje tylko nadzieja, iż wydawnictwo zlituje się nad nami, i wyda coś ze starszych opowieści ze świata Dragonlance. By znowu ożyli: Raistlin, Goldmoon, Laurana... Flint i Tas
Marzena
Kowalska
|
|
|
|
|
    |